POCO F9 Pro to smartfon nastawiony przede wszystkim na wysoką wydajność, ale w tej generacji producent znacznie poważniej potraktował również fotografię, montując po raz pierwszy w POCO aparat główny 200 MP oraz dodatkowy teleobiektyw 50 MP. Telefon kosztuje obecnie promocyjnie 2599 zł za wersję 12/256 GB i 2799 zł za 12/512 GB, podczas gdy ceny rekomendowane wynoszą odpowiednio 2999 i 3199 zł.
Z tyłu znajdziemy trzy aparaty, ale od początku warto zaznaczyć, że zdecydowanie najważniejsze są dwa pierwsze:
Główny aparat wykorzystuje matrycę Samsung ISOCELL HP5 typu 1/1,56 cala, a teleobiektyw – sensor Samsung ISOCELL JN5; w przypadku aparatu głównego producent stosuje łączenie 16 pikseli w jeden o efektywnym rozmiarze 2 μm.

200 MP jest oczywiście najbardziej efektowną liczbą w specyfikacji, ale z praktycznego punktu widzenia najważniejszą zmianą w POCO F9 Pro może być dodatkowy teleobiektyw. Ma 60 mm ekwiwalentu ogniskowej, czyli odpowiada powiększeniu 2,5x względem głównego aparatu, oferuje OIS i potrafi ustawiać ostrość już z odległości 10 cm. Ten sam aparat nadaje się więc do portretów i fotografowania detali z bliska.
POCO promuje również ogniskową odpowiadającą 120 mm, czyli powiększenie 5x uzyskiwane przez wykorzystanie środkowej części 50-megapikselowej matrycy. Nie jest to drugi stopień zoomu optycznego – fizyczna ogniskowa obiektywu się nie zmienia – ale przy odpowiednio dobrym świetle wysoka rozdzielczość sensora pozwala uzyskać 5x bez typowego dla zwykłego zoomu cyfrowego gwałtownego spadku jakości. Producent określa ten tryb jako „bezstratny”.
Do tego dochodzi osobny tryb 200 MP dla aparatu głównego. Ma sens przede wszystkim w dobrym świetle i przy nieruchomych motywach, gdy zależy nam na zachowaniu maksymalnej liczby szczegółów albo późniejszym mocnym wykadrowaniu zdjęcia. Pliki są oczywiście znacznie większe niż podczas fotografowania w podstawowym trybie.
W aplikacji znajdziemy także tryb Pro z ręcznym ustawianiem parametrów i zapisem RAW, portret, długie naświetlanie, panoramę, zdjęcia seryjne i śledzenie ostrości poruszającego się obiektu. Jest też czujnik spektrum barw pomagający systemowi aparatu w analizowaniu oświetlenia.

POCO F9 Pro może nagrywać głównym aparatem maksymalnie 4K w 30 lub 60 klatkach na sekundę.
W 1080p dostępne są tryby 30 i 60 FPS, a w trybie slow motion także 120, 240, 480, 960 i nawet 1920 kl./s - osiągane prawdopodobnie przez interpolację klatek. Funkcja ShootSteady działa maksymalnie w 2,8K przy 30 FPS. Są ponadto timelapse, teleprompter, śledzenie obiektu i ostrości oraz Live Cinematography. Przedni aparat nagrywa maksymalnie 4K 30 FPS, a w Full HD obsługuje 30 lub 60 FPS.
Live Cinematography ma tworzyć gotowe, bardziej efektowne ruchy kamery. Producent przewidział między innymi automatyczne oddalanie w ujęciach portretowych i stabilizowany zoom przydatny do przejść stosowanych np. w filmach podróżniczych. Jest również nagrywanie dwoma aparatami jednocześnie w 1080p 30 FPS oraz filmowy efekt rozmycia tła w Full HD 30 FPS.
Warto jednak zwrócić uwagę na ograniczenia. Pomiędzy aparatem głównym i teleobiektywem można przełączać się podczas nagrywania, ale ultraszerokokątny nie jest dostępny w każdym ustawieniu. Przy 4K 60 FPS znika z interfejsu, a w 4K 30 FPS pełne przełączanie między aparatami wymagało wybrania 0,6x jeszcze przed rozpoczęciem nagrywania. To wygląda bardziej na ograniczenie lub niedopracowanie aplikacji niż na problem sprzętowy, ale oznacza, że nie możemy mówić o całkowicie swobodnym przełączaniu się pomiędzy wszystkimi trzema ogniskowymi.
Tutaj robi się szczególnie ciekawie, bo premierowa cena POCO F9 Pro umieszcza go dokładnie w jednym z najbardziej konkurencyjnych segmentów rynku. OnePlus 15R kosztuje obecnie około 2900 zł, a więc bardzo podobnie, ale ma tylko aparat główny 50 MP z OIS i ultraszerokokątny 8 MP – w ogóle nie oferuje teleobiektywu. Z drugiej strony OnePlus potrafi nagrywać głównym aparatem 4K 120 FPS, a jego przedni aparat 32 MP ma autofocus. Pod względem fotograficznej wszechstronności przewaga POCO jest więc wyraźna, natomiast OnePlus ma mocniejsze możliwości wideo.
Ciekawym rywalem jest Google Pixel 10, który w Google Store kosztuje obecnie 2849 zł. Ma aparat główny 48 MP z matrycą 1/2 cala, ultraszerokokątny 13 MP oraz teleobiektyw 10,8 MP z prawdziwym zoomem optycznym 5x i OIS. POCO ma większy aparat główny i znacznie większą oraz jaśniejszą matrycę tele, ale Pixel od razu oferuje dłuższą ogniskową. Są to więc dwie zupełnie inne filozofie: POCO stawia na większą rozdzielczość i mocniejszy sprzęt przy krótszych ogniskowych, Pixel na dłuższy zoom i fotografię obliczeniową.
Jeszcze groźniejszym konkurentem jest Xiaomi 15T Pro, który da się obecnie kupić w oficjalnym sklepie za około 2899 zł. Dostajemy tam główną matrycę 50 MP typu 1/1,31 cala, teleobiektyw 50 MP o ekwiwalencie aż 115 mm i zoomie 5x oraz ultraszerokokątny aparat 12 MP 15 mm. Xiaomi nagrywa także 8K 30 FPS oraz 4K do 120 FPS. POCO F9 Pro ma przewagę w postaci trybu 200 MP i bardzo użytecznego telemakro 10 cm, ale jako cały system fotograficzny 15T Pro jest bardziej kompletny.
Największy problem F9 Pro tworzy jednak… POCO F9 Ultra. W promocji premierowej wersja 12/256 GB kosztuje 2799 zł, czyli tylko 200 zł więcej od F9 Pro o tej samej pojemności. Za te 200 zł dostajemy między innymi peryskopowy teleobiektyw 5x oraz znacznie lepszy aparat ultraszerokokątny 50 MP. Podobna różnica 200 zł występuje pomiędzy F9 Pro 12/512 GB za 2799 zł i F9 Ultra 16/512 GB za 2999 zł. Jeśli priorytetem są właśnie aparaty, podczas obowiązywania promocji jest to bardzo mocny argument za dopłatą do Ultra.

Najlepsze rezultaty uzyskujemy oczywiście z głównego aparatu. W dzień zdjęcia mają dużo szczegółów, dobrą ostrość i zazwyczaj szeroki zakres tonalny. 200 MP nie oznacza automatycznie czterokrotnie lepszego zdjęcia od typowego aparatu 50 MP, ale przy dobrym oświetleniu rzeczywiście daje duży zapas rozdzielczości, który widać przede wszystkim podczas powiększania i kadrowania. Takie zdjęcia wymagają jednak znacznie więcej czasu na zarejestrowanie.
Po zmroku główny aparat nadal radzi sobie dobrze. Zachowuje sporo detali, skutecznie ogranicza szum i zwykle nie przepala mocno świecących elementów. OIS pomaga przy fotografowaniu nieruchomych scen z ręki.
Bardzo pozytywnie wypada teleobiektyw. Ekwiwalent 60 mm jest znacznie bardziej użyteczny do portretów niż cyfrowe 2x z aparatu głównego, a autofocus działa pewnie również z małej odległości. Zdjęcia przy 2,5x są szczegółowe, a 5x nadal daje dobre rezultaty przy odpowiednim świetle. Największe powiększenia trzeba już traktować ostrożniej – powyżej około 10x coraz mocniej włącza się wyostrzanie i rekonstrukcja obrazu, przez co detale mogą zacząć wyglądać sztucznie. Gdy fotografowałem żaglówki na pofalowanym jeziorze przy powiększeniu 10x, a więc ekwiwalencie 240 mm, na powierzchni wody pojawiły się wyraźne artefakty, które zepsuły dane ujęcie.
Telemakro jest przy tym czymś więcej niż pozycją w specyfikacji. Minimalna odległość ostrzenia 10 cm przy 60 mm pozwala fotografować niewielkie przedmioty bez przysuwania telefonu niemal do samego obiektu. To znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż typowe „makro” realizowane aparatem ultraszerokokątnym. Sam teleobiektyw sprawdza się także w portretach – separacja postaci od tła jest dobra, choć w słabszym oświetleniu szczegółowość wyraźnie spada.
Najsłabszym elementem zestawu jest aparat ultraszerokokątny. 8 MP wygląda dziś skromnie nawet w telefonach ze średniej półki i różnicę względem dwóch pozostałych aparatów widać w detalach oraz ostrości. Za dnia można nim zrobić przyjemne szerokie ujęcie, a kolorystyka jest zazwyczaj zbliżona do głównego aparatu, ale zdecydowanie nie jest to aparat, dla którego warto kupować F9 Pro.
Przedni aparat 32 MP daje natomiast szczegółowe selfie z dość mocnym kontrastem i atrakcyjnymi kolorami. Szkoda tylko, że zabrakło autofocusu, który w tej klasie cenowej zaczyna już pojawiać się u konkurencji.
Ostatecznie POCO F9 Pro jest fotograficznie znacznie ciekawszy niż można oczekiwać po smartfonie, którego najważniejszym argumentem pozostaje wydajność. Główny aparat 200 MP jest dobry, ale prawdziwą zaletą zestawu jest aparat 50 MP z teleobiektywem 2,5x z OIS - ma portretową ogniskową i telemakro. Gdyby POCO zamiast podstawowego aparatu 8 MP zastosowało równie ambitny aparat ultraszerokokątny, dostalibyśmy jeden z najbardziej kompletnych zestawów fotograficznych w tej cenie. W obecnej postaci jest bardzo dobrze przy 1x, 2,5x i 5x, znacznie przeciętniej przy 0,6x – i właśnie ta nierówność najlepiej podsumowuje możliwości fotograficzne POCO F9 Pro.